poniedziałek, 19 grudnia 2011

odcinek świąteczny


 Krzyż, którego porzucił hipster, który mówi, że hipsterem już nie jest.
Nie martw się Krzyżu, święta niedługo. Ktoś, kto już za niedługo się urodzi a 33 lata później przybije się do Ciebie okoniem da Ci tyle radości i ciepła, że się nie pozbierasz.

Krzyżu, pamiętasz jak kopaliśmy w nogę? Ja, Ty, Biedronka?
To były czasy. Nie smuć się, bo brzydko wychodzisz na zdjęciach. Lady Gaga Cię kocha, ja Cie kocham no i ten jedyny już w sobotę się urodzi. Cały świat, prawie cały będzie dużo jadł i tył z tej okazji, śpiewał dziwne piosenki, pił wódkę. Poudaje też, że wszyscy są wspaniali i wybaczy na 5min wszyyyystkie grzechy.

niedziela, 27 lutego 2011

wiek podeszwy, bo kloszard tak zagranicznie brzmi

Cierpię na deficyt lęku już od dawien dawna nie mniej jednak odkryłam to dopiero dzisiaj pomiędzy 5:00 a nie pamiętam. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z tym co napiszę poniżej.

Tematu podjął się w latach 80 Łudi ale zdaje się, że nam się zapomniało.
Mianowicie.
Ludzie bez osobowości bądź człowieka 21- letniego z osobowością kogoś w wieku podeszłym  (to akurat przemyślenie rodem z XXI wieku czyli młodzieniec w roli ustatkowanego taty, żoną i dzieckiem w planie) co równa się "ludzie bez osobowości". Problem jak się okazuje bardzo na czasie, bo to ta przypadłość zabiera nam przyjaciół i wcale filmowe "zostańmy przyjaciółmi" nie brzmi gorzej niż "przestańmy nimi być".
Mały tizer wyżej.
Pogrążam się w smutku bez wypieków na twarzy a jeśli już to tylko z tymi poalkoholowymi.
+ słowo przepraszam przechodzi mi dziś przez zęby tak ciężko jak nigdy, zakładam, że to z miłości?

sobota, 19 lutego 2011

true story

Cześć. Jestem Wojtek i miałem kiedyś 13 i pół roku. Teraz mam 21 i popalone rączki.
Dzieciństwo spędziłem w małej miejscowości niedaleko Łomży.
Mieszkałem w starej kamiennicy liczącej sobie teraz 109 lat, moi rodzice dalej tam mieszkają z bliżej nieokreślonych przyczyn. Szału z nimi nie ma.
Miałem podwórko. Pamiętam je dobrze.
Ubita gleba gdzie parkują samochody, drewutnia sąsiada. Na przeciw domu (od strony podwórka) mieliśmy ogródki. Oczywiście nasz najchujowszy, bo po śmierci dziadków wyjebaliśmy się na sadzenie kwiatków demonstracyjnie. Po prawej stronie stał śmietnik i jeszcze jeden tak jakby osobny zagajnik na kury. Typowa wiocha w centrum miasta. Za tym zagajnikiem było 5 garaży. Grało się tam zawsze w piłe, oj grało. Najdziwniejszym elementem podwórka był tak zwany "lasek". Kilka sosen czy jak to się tam nazywa, krzaki- dość duże (robiliśmy sobie w nich bazy).
W tym właśnie lasku stał, pewnie stoi po dziś dzień transformator. Taki wiecie- z prądem.
Całe życie matka mi powtarzała "nie waż się wchodzić do środka bo zobaczysz prąd Cię kopnie i umrzesz tak jak brat dziadka siostry jego babci i zobaczysz o jezu o jezu".
No to co ja na to- matki słuchał nie będę.
Mam 13 i pół roku kiedy udaje mi się przeciąć kłódkę.
Wchodzę na pełnej dumie.
Widzę coś dziwnego.
Światło jebie mi po oczach. Niebieskie, piękne światło. Kusi mnie, żeby to dotknąć, wygląda to trochę jak diament.
Jak ćma... Wyciągam rączkę, łapie za to coś i jeb.
Nie mam rączek.

niedziela, 13 lutego 2011

happy valentine's day

Na targu pośród straganów ktoś trzyma żyda w worku, ktoś śmietanę w butelce po coli, ktoś inny tutejszą specjalność pod wódkę: suszoną żydówkę.
Stary pan pedał obiera ziemniaki, pijana dziewuszka łasi się na kiełbasę a jej koleżanka opiera się czołem o witrynę delikatesów.
Noc jest młoda.
Oh Dawidzie, moja gwiazdo.
Łapię go za rączkę i udaje się w germańskie piwnice przepełnione jeszcze nieskonsumowaną miłością. Z sufitów ścieka entuzjazm, w me uszy wpadają dźwięki delikatnie odegranych arii.
Panoszę się w zapachu perhydrolu rozlanego na głowach stałych bywalców.
Jest najlepiej, najwspanialej.
Poranna bryczka odjeżdża dopiero o 6:10. Mam kilka godzin, które spędzę w towarzystwie ukochanego.
Oh Dawidzie.
Serce rośnie, miłość świeci.
Nie potrzebne mi dystyngowane obiady, świece, płatki róż.
Jedyne czego potrzebuje to neon, złota membrana i kilka groszy na lepszą przyszłość.

Oh nie! Walentynie widzę Cię! Stoisz w rogu, patrzysz jak go całuję oł oł oł. Wiem że jesteś tutaj i nie nie widzę Cię.
To Ciebie zabieram dziś do domu.

wtorek, 25 stycznia 2011

narzędzia dziennikarskie



Słyszę "And after all the obstacles It's good to see you now with someone else".
Mam na sobie wysokie niewygodne buty które już dawno temu pożegnały się z wkładkami.
Minus trzysta. Przystanek pod Galaxy. Kac.

Jeb, uderza mnie mój geniusz. 
Prowokacja!
Z końcem zwrotki "I know we're cool, I know we're cool" wdrążam w życie plan działania.
Szczecin- miasto w którym na jednego pasażera przypada dwóch kanarów.
Myślę- udowodnię światu, że dojadę do dworca bez biletu. 
Jako dziennikarz z górnej półki inspiruję się faktem. 
Jadę.
Jeden przystanek. 
Odczuwam wyraźne napięcie w oczach skanując każdą osobę stojącą na przystanku, x-rejuje wsiadających.
Drugi.
Trzeci.
Czwarty.
Wysiadam. 
Nikt nie wie, że jechałam bez biletu.
Nikt.
Udało się. Udowodniłam wszystkim, że można. 
Co na to Polska?
Co na to Świebodzin?
Czas wprowadzić zmiany w rządzie.
Balcerowicz musi odejść.


Kilkanaście minut mija. Jadę pociągiem z najbrzydszą parą świata.


środa, 19 stycznia 2011

Droga Kasandro.

Jeśli czytasz ten list to znaczy, że mnie już nie ma.
Wyprowadziłem się.
Odszedłem.
Nie próbuj mnie szukać.

Oboje wiemy, że to nie ma sensu. Już od miesięcy nam się nie układało.
Mam Cię dość.
Mam dość Twojego wiecznego marudzenia, potykania się o sterty ubrań na podłodze,
twojej wiecznej depresji, braku pieniędzy, głodu. Miałem dość Twoich seriali i tego, że muszę je oglądać razem z Tobą, bo nie masz się do kogo przytulić.
Przez Ciebie straciłem pół mózgu.
Obiecałaś, że się mną zajmiesz, zainteresujesz, że zostaniemy przyjaciółmi.
Czułem się samotny.
Dwa miesiące temu poznałem Aliszę. Kochamy się.
Tak, to ona wtedy przebiegła nam drogę. Spotykałem się z nią kiedy Ty wracałaś pijana jak Bella z rogu 88 i 4th Avenue i nie byłaś w stanie zamknąć drzwi.

Mieszkam teraz z nią i jej rodziną w południowej Francji.
Ukrywałem przed Tobą to, że znam francuski.
Nie chciałem żebyś kazała mi tłumaczyć te durne statusy Twoich znajomych.

Pamiętasz wigilię? Pamiętasz co Ci powiedziałem kiedy zabłysła pierwsza gwiazda?
Żałuję, że mnie masz.

Oh żegnaj Kaso!


























Aleks, kot.